trwa inicjalizacja, prosze czekac...

niedziela, 26 sierpnia 2018

ROZDZIAŁ 52


~~ Dzień dobry pipole!! W tę deszczową niedzielę publikuje soczysty rozdział by rozpromienić wasze modki! :D
~~ Gotowi na powrót do szkoły? (Właśnie dlatego tracisz czytelników xd)
~~ Zapraszam ! <3


Dni mijały, ręka się goiła a miłość kwitła. Ah, jak słodko. Teraz dopiero poczułam że żyje. Z Loganem u boku wszystko stało się piękniejsze!

-Dzień dobry Gwiazdeczko- ej ej! Jakim cudem przeszliśmy do włamywaczy, ja  się pytam? A chciałam strzelić taki monolog jak jest fajnie…
-No siemka Boom- skazańcy przebudzili się po słodko przespanej nocy. Byli pilnowani przez, jak zwykle, Fran lecz ta wolała stać przed ich drzwiami niż siedzieć razem z nimi, zwłaszcza że mieli upojną noc.
-I jak, wyspałaś się?- spojrzał na nią Digger z uśmiechem gdy ta lekko się przeciągnęła.
-Nie specjalnie. Ktoś mi nie dał spać- spojrzała na niego spod byka gdy ten uśmiechnął się cwano tuląc się do niej. Pocałował ją w głowe po czym delikatnie, jak na niego, podniósł jej podbródek tak by patrzyła mu prosto w oczy.
-Kocham cię, wiesz?- powiedział to w miare romantycznie jednak siostra, zamiast się ucieszyć, wybałuszyła oczy.  Chciała coś powiedzieć jednak szybko się rozmyśliła.
-Dzięki- tyle udało jej się wydukać.
Gdy byłyśmy małe siostra była o wiele bardziej wylewna ode mnie. Często mnie tuliła, mówiła mi, że jestem najlepszą siostrą na świecie i takie tam. Ale nie tylko w stosunku do mnie taka była. Częściej ode mnie tuliła się też do rodziców. To ja byłam tą chłodniejszą. A teraz? Coś tu się pozmieniało.
-O czym myślisz?- z zamyślenia wyrwał mnie Logan. Siedzieliśmy w stołówce i jedliśmy śniadanie.
-O tym i o tamtym …- zaczęłam grzebać łyżeczką w kawie- są jakieś zlecenia od Kapitana na dziś?-
-Nie mów mi że nagle zachciało ci się ćwiczyć- podniósł brew z lekkim uśmiechem gdy podrapałam się po głowie- na pewno w to nie uwierzę. O co chodzi, Saturnina?-
-Czy zawsze musi o coś chodzić?- wzruszyłam ramionami gdy, na moje szczęście, usiadła koło nas Fran.
-O siema! Widze że już możesz siedzieć. Czyli zaczynasz się przyzwyczajać, hę?- ta to dopiero bezczelna. Chcąc nie chcąc uśmiechnęłam się gdy Logan siedział z tą swoją poważną mina i patrzył jak Czerwona podbiera mi ciasteczka.
-A ty nie na służbie?- spytał.
-Nie- prawie że opluła go ciastkiem, którego miętoliła- dzisiaj dostałam wolne i zaraz lece odsypiać nockę!- widać że była z tego bardzo zadowolona.
-To jakiż to szczęściarz przejął twoje obowiązki?- podniosłam brew gdy Fran wskazała za siebie na stojących w kolejce włamywaczy i …
-Dobra bachory, macie słuchać wujka Tonyego bo jak nie to odstrzeli wam łby. Ładnie macie stać w kolejce i cierpliwie macie czekać na waszą kolej- pouczał ich Blaszak.
-Ah, to już wszystko wiadomo- kiwnęłam głową gdy Fran nie mogła się nacieszyć moimi ciastkami. Hmm skoro pokrzywdzonym jest dzisiaj Iron Man to może i dobrze się składa. Po śniadaniu wyhaczyłam ich po czym wzięłam Tonyego na stronę. Miałam nadzieje że zadziała mój kobiecy urok ale musiałam posunąć się do drastyczniejszych metod.
-Zwariowałeś? Po co ci 200 dolarów!- oburzyłam się.
-W zastaw, jakby ci przypadkiem przyszło do głowy ją wypuścić W ogóle powinienem wziąć całą twoją wypłatę tak na wszelki wypadek- no jeszcze czego. Gdy Tony łaskawie się od nas oddalił, biorąc ze sobą Diggera, usiadłam z Velvet na ławce na korytarzu.
-A gdzie nasz pies obronny?- zaczęła się rozglądać.
-Spokojnie, dałam mu wolnę- ułożyłam się wygodnie na ławce gdy siostra wybałuszyła oczy- i nie, nie chce cię zabić. Chce tylko pogadać- zapewniłam ją gdy ta cwano podniosła brew.
-Na serio? Od kiedy wzięło cię na siostrzane pogawędki?- założyła ręke na ręke podejrzliwa- do niedawna chciałaś mnie zabić chochelką, o ile pamięć mnie nie myli-
-Oj coś ty taka pamiętliwa- machnęłam ręką- słuchaj, chciałam z tobą poważnie porozmawiać- usiadłam tak że wyglądałam jakbym była jej psychiatrą. Velvet za to sprawiała wrażenie coraz bardziej skołowanej.
-Co ten Logan z Tobą zrobił- zaśmiała się pod nosem.
-Wiesz, miłość zmienia ludzi- wzruszyłam ramionami-  a ty … z Diggerem- tia, ledwo to z siebie wydusiłam- ty go tam bardziej lubisz, lubisz czy … to takie przelotnę?-
-Co?- chyba nie spodziewała się takiego pytania- do czego dążysz?-
-Chciałam wiedzieć czy z tym ochlapusem to tak na poważnie- nie potrafie się inaczej o nim wyrazić. Zmarszczyła brew.
-Te, nie pozwalaj sobie- fuknęła.
-Słuchaj, zauważyłam że masz problemy z wyrażaniem uczuć- przysunęłam się do niej a ona automatycznie się oddaliła- ehe … pamiętasz jak się kiedyś grałyśmy w grę? Na hasło „wszystko na opak!” mówiłyśmy wszystko na odwrót: co chciałyśmy, co widziałyśmy …- dramatyczna pauza- co czułyśmy-
-Takie buty- pokiwała powoli głową, ogarniając o co mi chodzi- i chcesz w to teraz zagrać?- podniosła brew zdziwiona.
-Czemu nie! Resocjalizacja trwa, nie?- założyłam ręke na ręke- wydaje mi się że to może być dobry początek twojej wiesz … przemiany-
- … dobra, Logan chyba świetnie cię zadowala w łóżku bo w życiu nie przypuszczałabym  że zaproponujesz mi takie coś-
-Heheh zabawna jesteś- powiedziałam lecz w myślach miałam ochotę ją udusić- ja zacznę- odchrząknęłam- nie lubie tego miejsca i tych wszystkich ludzi, zwłaszcza dziewczyn, które nie są moimi przyjaciółkami- skończyłam gdy Velvet patrzyła na mnie niezbyt przekonana.
-Ostatnio cię obserwowałam i zaczynam wierzyć że na serio tak myślisz- trafna uwaga. Czasem mam ochotę podpalić ten cały burdel na kółkach.
-To swoją drogą- po co ja to powiedziałam?- ale nie mówimy teraz o mnie tylko o Tobie- wskazałam na nią gdy ta się skrzywiła.
-I tak nagle stałaś się dobrą i troskliwą siostrzyczką?-
-Zawsze nią byłam-
-Pff- pokiwała głową- rozumiem że gdzieś pomiędzy krzyczeniem że nie masz siostry i chęci zabicia mnie …-
- … chochlą, tak tak tak- no zabije ją tą chochlą zaraz jak nie będzie współpracować- czy twój pożal się Boże partner mówił ci że cię kocha?-
-Co?- prawie podskoczyła- co tak nagle przeszłaś do konkretów?-
-Bo widze że inaczej się z Tobą nie da rozmawiać- założyłam nogę na nogę- rozumiem że ci mówił a ty odpowiedziałaś coś w stylu, nie wiem, „Dzięki”?-
-Skąd niby to wiesz? Podsłuchujesz nas?!- oburzyła się. Na serio, ja strzelałam.
-Czyli tak- kiwnęłam głową- to może jest to dobry moment byś wyrzuciła z siebie wszystko, co?- cisza- ile się już znacie?- widziałam jak jej zaczęły chodzić oczy. Liczyła.
-Pół roku- stwierdziła po chwili. O boziu święty ile ona się czasu marnuje …
-I ty jeszcze mu nic …-
-To jest bardziej skomplikowane niż myślisz!- wybuchła ale szybko się uciszyła.
Zapadła cisza. Siedziałyśmy tak i patrzyłyśmy sobie w oczy z taką zaciętością jak Fran patrzyła na Tonyego po tym wszystkim. Żadna nie chciała dać za wygraną. Ale w końcu któraś musiała się odezwać, nie?
-Nie … nie lubie cię siostra- wydukała gdy podniosłam brew z uśmiechem- tym bardziej nie lubie Boomiego- wzięła głęboki wdech- nigdy go nie lubiłam. Od początku go wykorzystywałam żeby pomógł mi uciec, nie dlatego że czułam się samotna lub że coś do niego poczułam- rozkręciła się- ja wiedziałam od początku że to nie ma sensu. Miał być moim psem obronnym, nikim więcej- pauza. Zbierała myśli- a wyszło na to że przestałam go lubić. Strasznie- znowu pauza. Nawet mówienie na opak szło jej opornie- A potem to już poszło z górki. Znienawidziłam go. Czasem mnie brało na takie mdłości że … że myślałam że się czymś zaraziłam albo mam może grypę żołądkową lub gorączkę. Takie dziwne coś czułam w brzuchu. Takie fu- na serio robiłam wszystko żeby nie wybuchnąć śmiechem- I wtedy zrozumiałam że … że go nienawidze. Strasznie go nienawidzę. Że nie mogę z nim żyć, że najchętniej to bym go wyrzuciła z mojego życia i takie tam … ale nigdy nie potrafiłam mu tego powiedzieć-
-I nawet lepiej że mu tego nie powiedziałaś w takiej odsłonie bo raczej by się obraził- uśmiechnęłam się po czym powoli się do niej przybliżyłam- na serio go kochasz?-
-Yy dalej gramy?-
-Już nie- podrapała się nerwowo po głowie, skołowana.
-No … no kocham go, no. Zawsze był dla mnie taki miły i troskliwy. No prawie zawsze. Na początku było inaczej ale później … no trochę go wykorzystałam ale tylko na początku- pokiwałam głową na znak że rozumiem.
-No dobra, gołąbeczki! Czas się skończył!- na korytarzu pojawił się Stark z Diggerem- oh, Velvet! Jeszcze żyjesz! Niemożliwe-
-Oh, Stark! Ty też! Pewnie Migreny nie było w pobliżu!- wstałam gdy ten się skrzywił.
-Wcale się jej nie boje- bronił się gdy uśmiechnęłam się zadziornie.
-Teraz hajs, Stark- wyciągnęłam ręke w jego kierunku.
-Nie woła cię gdzieś tam niezaspokojony Logan?-
-Oj no! Co jest z wami ludzie!- wzruszyłam ramionami gdy Stark z uśmiechem wręczył mi moje pieniądze po czym  zniknęli mi z pola widzenia.

piątek, 11 maja 2018

ROZDZIAŁ 51


~~ Yoł yoł! Chwila oddechu od jednorazówki by zając się rozdziałami! (co niektórzy powinni się bardzo cieszyć, prawda Migrena? :D)
~~ Szybkie wyjaśnienie: w jednorazówce o Lokim, którą publikuje teraz na przemian z rozdziałami, akcja dzieje się tak 2 lata po tych rozdziałach więc na chwile obecną Saturnina jeszcze nigdy go nie widziała na oczy ;)
~~ Welcome!


Był już wieczór. Przez leki przeciwbólowe na ręke chodziłam jak otępiała przez co musiałam iść spać z kurami. Ale sektor dalej żył pełnią życia tak samo jak chory umysł mojej siostrzyczki. A wiecie dlaczego?
-Witaj przystojniaku-
-Osz cholera jasna- bo wegetowała we wannie Logana. Woda aż po szyje i zadowolona się tam moczy
-No ile można na Ciebie czekać! Aż mi woda wystygła!-
-Mam nadzieje że masz coś na sobie- mruknął zniesmaczony.
-A chcesz sprawdzić?- wyszczerzyła się po czym dmuchnęła w żagiel małego stateczku, który sobie tam pływał.
-Ty na serio jesteś walnięta- mruknął gdy siostra głośno się zaśmiała.
-Dobra, do rzeczy- odchrząknęła gdy Logan oparł się o ściane- pierwsze pytanie …-
-Chwila, ja mam jedno- zatrzymał ją- czemu cie nikt nie pilnuje?-
-Pilnuje. Płomienno oki stoi przed twoimi drzwiami. Nie widziałeś go jak tu wchodziłeś?-
-Grr co za idiota- mruknął pod nosem.
-Słuchaj. Ja nie wiem co się między Tobą a Saturniną dzieje ale wiem co się nie dzieje. A nie dzieje się nic. I w tym właśnie jest problem- wyjaśniła mu gdy ten podniósł brew.
-Do czego zmierzasz?-  spytał podejrzliwy.
-Do tego …- zaczeła, wstając z wanny gdy Logan odruchowo zaczął zasłaniać sobie oczy- … porąbało cię? Jasne że kąpie się w ubraniu!- krzyknęła do niego po czym usiadła na brzegu wanny- zmierzam do tego że i ty i moja siostra czujecie coś do siebie a jesteście tak oporni że masakra! Jak dwa rozstrojone magnesy, które zamiast się przyciągać to się odpychają-
-A od kiedy z Ciebie jest taki filozof?-
-Od kiedy mi zaczęło zależeć na siostrze- odparła, przeczesując ręką włosy- czyli od jakichś dwudziestu lat. Zrozum że ona cię … no wiesz … i to na serio. I ty ją też. Tylko nikt nie ma odwagi zrobić pierwszego kroku bo jesteście ciotami jakich mało. Hmm czy coś jeszcze?- zaczęła myśleć- chyba koniec-
-Dobra, to co ja niby mam zrobić po tej twojej przemowie? Nie wiem, zacząć klaskać?-
-A nie obraziłabym się- wyszczerzyła się- ale nie o to mi chodzi. Chciałabym bardziej żebyś dogadał się z Saturniną zanim ktoś inny się z nią dogada-
-Niby kto?- spytał zdziwiony odrywając się od ściany.
- Jest młoda i ładna więc na pewno ktoś by się znalazł. A ty to … taka chodząca skamielina jak kapitan. Ile ty już masz tych wiosen za sobą?-
-Ale ty sobie ze mną pogrywasz, mała- pokiwał głową gdy Velvet znów się wyszczerzyła po czym wyszła z wanny.
-Więc, no. Zajmij się nią póki jest jeszcze wolna- wyszeptała mu po czym wyszła z łazienki, zostawiając za sobą pełno kałuży.
-Ej, świruska! Wracaj mi tu i wytrzyj ten bałagan!
Oczywiście nie wróciła i nie wytarła. Nic nowego. Za to ja miałam niespodziewaną nocną wizyte. Gdzieś w połowie mojego głębokiego snu rozległo się pukanie do drzwi. Przebudziłam się lecz przez leki byłam ledwo żywa i ogarniająca. Doczłapałam się do drzwi głównych po czym je otworzyłam.
-Co się dzieje …?- szepnęłam, przecierając oczy. Osoba jednak się nie odezwała lecz, sądząc po rozmazanej sylwetce, którą zdążyłam dostrzec, był to Logan- Logan, jakiś alarm czy coś? Ja nie chce żadnych dodatkowych ćwiczeń w środku nocy …-
-Jak ręka?- przemówił. Wreszcie.
-Nie czuje. Naćpali mnie lekarstwami. Ale się goi-
-To dobrze- odparł po czym poczułam jak chwyta mnie w pasie, przybliża się do mnie i zaczynam mnie całować. Coraz namiętniej. Nie wiedziałam czy dali mi jakieś leki halucynogenne czy zdarzył się cud ale to było piękne. Logan mnie całował i to bez żadnego przymusu. Widząc że się wkręciłam, delikatnie wprowadził mnie do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
Dzień później. Obudziło mnie skrzypienie za oknem. Okazało się że pewnie ktoś mył okna i jak zwykle robił to bardzo delikatnie. Przetarłam oczy po czym usiadłam na łózku.
-O cholera, to sobie siadłam- jęknęłam po czym znów się położyłam, odwrócona twarzą do drugiej połowy mojego łóżka. Była pusta. Była pusta? Jakim cudem? Pomacałam pościel- jakim cudem cię tu nie ma? Mam dowody że byłeś! Na przykład to że nie mogę siedzieć!- krzyknęłam do siebie po czym spojrzałam pod kołdre- i nie mam ubrań!- dawno nie byłam tak skołowana jak teraz. Niby wiedziałam co się stało ale nie wiedziałam do końca- no ja cię zabije po prostu- warknęłam po czym zeszłam z łóżka, powoli się ubierając i uważając już nie tylko na ręke ale też na mój biedny tyłek- Boże, pewnie cała pościel do prania pójdzie- chwyciłam się za głowe ale burczenie w brzuchu zmieniło mój tok myślenia. Jestem głodna. Ogarnęłam się i wyszłam pospiesznie z pokoju udając się do jadalni. Od razu rzucili mi się w oczy włamywacze. Dzisiejszym pechowcem była Fran, jednak dziwnym trafem dobrze się z nimi bawiła.
-No dzień dobry- uśmiechnęła się do mnie czarną, gdy powoli usiadłam na krzesle.
-Taa, widział ktoś Logana?- zaczęłam się rozglądać gdy na twarzy Velvet zabłysnął tryumfalny uśmieszek.
-A co?- spytała, grzebiąc widelcem w jajecznicy.
-A jajco. Pytam po prostu czy go widzieliście-
-Ktoś tu wstał lewą nogą- mruknął Boomerang, trącając łokciem czarną.
-Może kawy?- zaproponowała szybko Fran gdy nagle zauważyłam jak Logan wchodzi do pomieszczenia. Prawie się zapowietrzyłam. Widząc moją mine cała trójka odwróciła się w strone Szponiastego, bacznie obserwując jak idzie w naszą strone i … przechodzi koło naszego stolika obojętnie. Tego już za wiele.
-Co?!-  krzyknęłam, wstając  z krzesła- Teraz to przesadziłeś!- warknęłam gdy zauważyłam jak Logan stanął w miejscu plecami do mnie- tak Howlett, do Ciebie mówie ty … ty …- warknęłam podchodząc do niego po czym ze wściekłości chwyciłam jego tackę z jedzeniem i roztrzaskałam o ziemie. Ja to się na spokojnie chyba z nikim nie mogę dogadać. Poprawka, nie UMIEM dogadać- co, co? Co tak na mnie patrzysz? Przeleciałeś mnie i co, wszystko gra?- ciiiiszej, Saturnina!- zadowolony z siebie jesteś?- reszta, na hasło „przeleciałeś mnie”, migiem zainteresowała się konwersacją - No nie patrz tak na mnie! Czemu milczysz!?- chyba zaczęłam popadać w histerie- oddałam ci się wczoraj! Jesteś pierwszym i kurde mam ufajdane łóżko!- aż kopnęłam tackę- a z byle kim nie poszłabym do łóżka a Ciebie akurat kocham!- krzyknęłam gdy ten cwano się do mnie uśmiechnął- dlaczego ja nakrzyczałam na Ciebie przy ludziach! Teraz mi nie dadzą spokoju!- ale ze mnie debil.
-Też cię kocham, Szczeniaku- uśmiechnął się do mnie po czym mnie namiętnie pocałował. Usłyszałam wiwaty. Chyba nawet oni na to czekali. Przez te całe 50 odcinków!
-No nareszcie- przy nas pojawił się Kapitan- jedni przynajmniej się pogodzili. Proszę brać z nich przykład! Nie będę wskazywał palcem Fran i Tonyego bo chyba wiedzą że o nich mowa- patrz jaki cwaniak. W międzyczasie gdy wszyscy byli zajęci słuchaniem Rogersa, Logan spojrzał na Velvet i kiwnął jej głową w podzięce. Ta mrugnęła do niego lecz szybko przystawiła palec do ust na znak żeby nikomu nic nie mówił.
-Ale mogłeś sobie darować takie akcje- mruknęłam po chwili do Logana- teraz wszyscy wiedzą że my …-
-Jakoś musiałem to z Ciebie wydusić- wzruszył ramionami gdy zmierzyłam go wzrokiem.
-Ale w tak drastyczny sposób?-
-Szczerze to myślałem że pogadamy na osobności. To nie moja wina że zaczęłaś się wydzierać na mnie środku jadalni - zaśmiał się po czym mnie przytulił. Wiecie jak wygląda szczęśliwy człowiek? Właśnie tak.

~~ Kto się cieszy? :D Bo ja tak! Chociaż teraz uświadamiam sobie że Logan może faktycznie jest ciut za stary dla yy ... wszystkich.
~~ Tu Logan, w jednorazówce Loki. Waszym zd
aniem który z nich bardziej pasuje do Saturniny?

wtorek, 27 marca 2018

WCALE SIĘ NIE OBIJAM, PO PROSTU ZAJMUJE SIE NIE TYM CO TRZEBA :P

~~Cześć i czołem! Postanowiłam zrobić post, w którym opublikuje linki do jednorazówek, które teraz publikuje. Niestety pisze je w zakładce "strony" więc nie publikują się na głównej na blogu. 
~~ Pierwsza i skończona jednorazówka jest o Lokim. Dzieje się to z rok czy dwa po wydarzeniach, które opisuje w rozdziałach :) Tu na dole są linki do:

 LOKI, KOKI I INNE ZJAWISKA POGODOWE
CZ 1
CZ 2
~~ Mój chory umysł oczywiście nie zaprzestał na tym małym "skoku w bok" i wymyślił dłuższą niż się spodziewałam drugą jednorazówke o Lokim, dziejącą się kilka tygodni po tej pierwszej:
LOKI: BRUTALNO-TOKSYCZNY ZWIĄZEK CHEMICZNY
CZ 7
CZ 8
CZ 9
CZ 10
~~ Taka mała odskocznia od dotychczasowych postaci poddała mi szereg nowych pomysłów na kolejne rozdziały więc trzymajcie kciuki bym to dokończyła i wzięła się za główne wątki w rozdziałach!  
~~ Buźka :)

niedziela, 30 lipca 2017

ROZDZIAŁ 50

~~ Hellooouu! JUŻ 50 ROZDZIAŁ!! 
~ ~Po tym jak oglądnełam Spiderman Homecoming stwierdziłam że skoro Marvel tak wiele filmów ostatnio wypuszcza to może i ja się wezme do roboty :P (po każdym filmie tak jest xd)
~~ Rozdział ciutke krótszy od pozostałych ale tylko dlatego że kolejny motyw musi być w jednym rozdziale a jakbym go napisała tutaj to by wyszedł dwa razy dłuższy :P
~~ Czytajta i komentowajta! 
Kilka dni póżniej … Gdy szumy i wojny ucichły a Fran i Tony omijali się szerokim łukiem, życie w sektorze ALFA stało się znośne. Czerwona, dla zabicia czasu i nie zabicia nikogo, zajęła się sprzątaniem siedziby. Myślicie że z własnej woli? Heh na pewno nie. Kapitan stwierdził że skoro chce wyładować swoje emocje to niech to zrobi na przykład myjąc podłoge w Sali głównej. Taki śmieszek. No więc tego dnia właśnie wyżywała się na mopie gdy …
-Halo Kapitanie!- wielki ekran przemówił. Fran tak się wystraszyła że w jednej chwili wyciągnęła mini uzi z buta i zaczeła celować do człowieka na ekranie- yy jest Kapitan?-
-Może jakieś dzień dobry- warknęła opuszczając broń.
-Dzień dobry, jest Kapitan?- powiedział to z takim wysiłkiem że Fran tylko prychnęła.
-Nie ma go- schowała broń po czym chwyciła za mopa. Człowieczek trwał we chwilowej konsternacji po czym odrzekł.
-Szanowna Pani Francisko Alicjo Victorio Fernandez Munoz Migreno …-
-Moreno!-
-khy khy Moreno Pastore. Czy zechciałaby mi pani wskazać miejsce pobytu naszego szanownego Kapitana Ameryki?-
-Wasza wysokość Pani Francisko …-
-Dobra już nie przeginaj- założył ręke na ręke gdy dziewczyna cwano się uśmiechnęła. Wycisnęła mopa po czym oparła go o szafe.
-Już wołam- ukłoniła się po czym poszła w strone kanciapy, do której wcześniej wszedł proszony- Kapitanie, wołają cię!- weszła bez pukania i to był jej błąd. Zastała tam poszukiwanego, który migdalił się w najlepsze z Laną. Dobrze że jeszcze nie zdążyli ściągnąć ubrań …
-Tak tak Fran, już ide- próbował ogarnąc swoje włosy gdy Fran znów zrobiła tą swoją cwaniacką mine i wróciła do mopa.
-Już biegnie- uśmiechnęła się zadziornie do ekranu po czym znów zaczeła myć podłoge.
-Jestem- do pomieszczenia wparował zdyszany Steve. Fran parschneła śmiechem po czym udała że jest bardzo zajęta sprzątaniem- o witam panie sierżancie- ukłonił się- zaraz pana przełączę na komputer- komputer? Oh chyba ktoś nie chce by Fran wtrącała się w nie swoje sprawy. By pokazać że ją to nie obchodzi, Czerwona założyła słuchawki na uszy ale jednak nie puściła muzyki. Rogers uważnie jej się zaczął przyglądać po czym przełączył swojego gościa na komputer- słucham uważnie-
-Dzwonie żeby spytać jak sobie radzisz- odparł mu sierżant gdy Kapitan wysilił się na uśmiech.
-Nie najgorzej- odparł- po tym jak Tony się do nas znów wprowadził to atmosfera jest troche napięta ale .. dajemy rade-
-To dobrze-
-A co u was? Jak Ksenia?-
-A dobrze, dobrze- kiwnął głową- bardzo się u nas przydaje i jest nawet całkiem pracowita- widać było dume na twarzy Kapitana- ostatnio zabraliśmy ją do kopalni. Dała sobie rade jak nikt inny! Jestem pod wielkim wrażeniem-
-To się ciesze. Zawsze czuła się bardziej komfortowo tam gdzie jest ciemno- kiwnął głową lecz później przeanalizował swoje słowa w głowie i doszedł do wniosku że zabrzmiały jakoś … dziwnie. Zmiana tematu, raz!- A jak Bucky?- na te słowa Fran na chwile przystała i zaczeła nadsłuchiwać.
-Bucky? – zaczął się rozglądać- o, właśnie tu idzie. James!- krzyknął na co Fran jak proca wystrzeliła w kierunku Kapitana, stając za komputerem i podskakując w miejscu. Steve aż się wzdrygnął, gdy zauważył jak Czerwona z szybkością światła do niego podbiegła.
-Co tam?-
-Ktoś chciał z Tobą pogadać- sierżant wskazał na ekran po czym widać było na nim i Buckyego.
-Witam Kapitanie- odparł z uśmiechem.
-Bucky!- pisnęła Czerwona po czym podbiegła do Kapitana i dosłownie wepchała się w kadr.
-O, Migrena!- uśmiechnął się do niej gdy ta zmierzyła go wzrokiem.
-Ta tez cię miło widzieć- wywaliła na niego język po czym usiadła skołowanemu Kapitanowi na kolanach- co tam u Ciebie? Wiesz że tęsknie?-
-Bez Ciebie to tu są same nudy- wzruszył ramionami gdy włosy Fran prawie że zaczeły się palić.
-Ekhem- w kadrze pojawiła się jeszcze jedna osoba, która z założonymi na piersiach rękami tupała nogą ze wściekła miną- czy mogłabyś łaskawie zejść z kolan Kapitana?- na te słowa Fran odwróciła się i widząc Lane zmierzyła  ją wzrokiem.
-To ja może wstane a ty Fran pogadasz sobie na spokojnie z Buckym, okey?- zaproponował Steve na co Czerwona grzecznie wstała i wypuściła Rogersa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-To na trzy cztery rzucamy- powiedziała czarna trzymając w ręku winogrono i patrząc podejrzliwie na mnie i na Diggera, który siedział koło niej- trzy czte-ry …!- po czym oboje rzucili winogronem i spróbowali go złapać ustami. Velvet się to udało jednak Digger dostał nim w oko- ha! Wygrałam- odparła z tryumfem gdy podniosłam brew znudzona jej zabawami- a ty co siostra, nie umiesz się bawić?-
-Przez ręke nie mogę się bawić w tak gwałtowne zabawy- mruknęłam, wskazując na moją zabandażowaną ręke.
-Ale możesz rzucać przecież drugą ...-
-Nie dyskutuj  ze mną Harkness!- krzyknęłam gdy ten podniósł ręce i zaczął normalnie jeść winogrona.  
-Jezu Saturnina, zachowujesz się jakbyś była w ciąży- podsumowała mnie ukochana siostrunia.
-Pff ciekawe z kim- wywróciłam oczami gdy nagle na horyzoncie ukazał się szponiasty, który zatrzymał się na chwile przy naszym stoliku.
-Witam łamagi- zwrócił się w strone włamywaczy po czym popatrzył na mnie- Szczeniaku- chyba się uśmiechnął- jak ręka?-
-A no trzyma się- popatrzyłam na nią- na razie do niczego mi nie jest potrzebna więc jakoś nie zwracam uwagi-
-No to dobrze- kiwnął głową- to smacznego- po czym poszedł do dalszego stolika. Odprowadzałam go wzrokiem gdy zauważyłam że … nawet i Velvet to robi.
-Ej! Harkness zrób coś! Ona się gapi na Logana!- oburzyłam się i to nawet dość mocno.
-Oj siostra- uśmiechnęła się zadziornie- przecież ja tylko patrze- wzruszyła ramionami. Jasne jasne. Logan akurat usiadł i podniósł wzrok. Gdy zobaczył że Velvet się w niego wpatruje, skrzywił się.
-Velvet!- pacnęłam ręką tak mocno w stół że aż talerze podskoczyły, łącznie z moją siostrą.

-Spokojnie bo jeszcze drugą ręke będziemy ci musieli  opatrywać- odparła mi czarna kontynuując jedzenie. Jeszcze wtedy nie wiedziałam co ona mogła knuć …

wtorek, 16 maja 2017

ROZDZIAŁ 49

 ~~ Nie wierze, rozdział!
~~ Nie wiem czy to przez Strażników Galaktyki czy ki pies ale mam nadzieje że nie bo jak tak dalej pójdzie to napisze coś dopiero hmm ... jak wyjdzie Thor? xd
~~ Cieszcie się new rozdziałem i mam nadzieje że jakiś czytelnik jeszcze tam został xd

-To nie tak jak Kapitan myśli!-  usłyszał na wejściu Steve, gdy wszedł do Sali głównej- nie zabiłam tego gościa!-
-Dobra, powoli- uspokoił ich- co się dzieje-
-Wysłaliśmy Velvet do tego więźnia żeby go postraszyła no i zaczęły nam śnieżyć komputery …- zaczął tłumaczyć Banner.
-Ale nie tak że zaczął sypać śnieg- wtrącił mu się w słowo Digger.
-No przecież Kapitan wie! Nie jest taki durny jak ty!- warknął na niego Bruce gdy skrzyczany przez chwile się zlękł.
-A myślałem że po wczorajszym numerku z Wdową będziesz milszy- mruknął gdy zielony wytrzeszczył oczy.
-Nie martw się, i tak wszyscy już wiedzą- przerwał to Steve gdy Bruce tylko poprawił sobie okulary ciut zbity z tropu- Velvet poszła przesłuchiwać, zaczęło śnieżyć i …?-
-I tak śnieżyło aż nie przyszła. A gdy już obraz działał to włamywacz leżał na podłodze martwy!- wskazał na ekran- dalej tam leży-
-Zarobił kulke a pistolet leży koło niego … wygląda jakby popełnił samobójstwo- zauważył Kapitan- zabierzcie go z stamtąd- popatrzył na Velvet, która próbowała zachować spokój, jednak zdradzało ją nerwowe trzepotanie nogą.
-Nie zrobiłam tego- powiedziała powoli gdy nawet Digger patrzył na nią podejrzliwie.
-Na pewno Gwiazdeczko?-
-Harkness ty też?!- wręcz krzyknęła na niego- to tak mi się odwdzięczasz za to ze pomogłam ci uciec z kicia?-
-Co to ma do rzeczy?- podniósł brew.
-Spokój- wtrącił się Cap- Velvet, czy ktoś cię widział gdy wychodziłaś od więźnia?-
-No a kto mnie mógł …- i w tej chwili się zatrzymała- Saturnina …!-ta ta, wiem ze mnie tak wszyscy kochacie. Po spotkaniu z Velvet poszłam sobie do jadalni bo od tego wszystkiego zapomniałam zjeść. A tam … same pustki. Nabrałam sobie żarcia i szczęśliwa zasiadłam do stołu. Już miałam się rozkoszować ciszą i pysznym kąskiem gdy moje lampardzie ucho usłyszało cichy szloch. Rozglądnełam się lecz nikogo nie zobaczyłam. Skoro nikogo nie ma to kto szlocha? Szafka? Podrapałam się po głowie. Szafka! Podeszłam do niej powoli.
-Szafeczko co się dzieje?-  szepnęłam do niej, kucając przy niej- czemu płaczesz?- odpowiedzi nie usłyszałam- może szafeczka chce się przytulić?- teraz usłyszałam ciche „mhm”- to chodź szafeczko- rozłożyłam ręce- tylko wyjdź z siebie bo całej cię nie obejme- no i jak poprosiłam tak zrobiła- Fran?- zdziwiłam się gdy to ona była tym cichym łkającym stworzonkiem.
-Nie rozpoznałaś mnie?- spytała, wycierając łze i jednocześnie wychodząc z szafki, w której siedziała.
-No raczej trudno kogoś rozpoznać przez samo szlochanie- wzruszyłam ramionami- co się stało?-
-Bucky … on pojechał razem z Ksenią- wyszlochała gdy ze zdziwienia aż podniosłam brew.
-Co mu odbiło?-
-Nie jemu tylko Kapitanowi! To on go razem z nią posłał!- szybko mnie przytuliła gdy powoli zaczełam ogarniać dlaczego Steve to zrobił.
-Mówił coś jeszcze? Na przykład dlaczego tak zrobił?- spytałam gdy dziewczyna pociągnęła nosem i przestała mnie tulić.
-Kochanie jestem w domu!- dało się słyszeć w jadalni a po chwili i widzieć sprawce, który tak krzyczał donośnym głosem- tęskniliście?- uśmiechnął się, upuszczając na podłoge walizke- wiecie, możecie się zdecydować? Bo latam tylko w te i we wte …-
-Ty!- krzyknęła Fran a jej włosy zrobiły się tak czerwone jakby okres wyszedł jej nie z tej strony co trzeba.
-No ja latam w te i we wte! Własnie tak!- odparł jej pełen pretensji gdy Fran jednak nie miała ochoty na żarty.
-To przez Ciebie Kapitan wysłał Buckyego z Ksenią!- krzyknęła i w jednej chwili wyciągnęła mini uzi ze swojego kozaka.
-Jakie ty rzeczy trzymasz w tym bucie?!- krzyknął zdziwiony Blaszak gdy ja szybko chwyciłam ją za strzelbe i wycelowałam nią w podłoge.
-Weźcie się opanujcie! Fran, uspokój się! A ty Stark nie prowokuj!- krzyknęłam do nich gdy Tony założył ręke na ręke.
-Nie będzie mi smarkula rozkazywała-
-Zrobiłeś się bardziej upierdliwy niż byłeś- warknęłam gdy Fran zaczeła się szarpać- zostaw!-
-Fran, rób co karze bo skończysz razem z włamywaczami w więzieniu- stąpasz po cieńkim lodzie Stark!- poza tym Steve dobrze zrobił że smarka wysłał daleko stąd. Wreszcie przejrzał na oczy- no i w tym momencie naważył sobie za dużo piwa ponieważ w jednej chwili Fran wyślizgneła się z moich rąk, jej Uzi stanął w płomieniach i zaczeła w Starka celować. Z krzykiem oddała strzał. Ale czy oddała go celnie? Niestety tak … i niestety nie w niego … w ostatniej chwili szarpnęłam za uziego tak że wycelowała we mnie … i w moją lewą ręke. Mój wark chyba usłyszał nawet Bucky.
-Saturnina! Jezu!- Fran w mig złagodniała i włożyła broń z powrotem do buta.
-Szybko, do Bannera- podbiegł do nas Stark chcąc owinąć mi ręke koszulą.
-Ne dotykaj mnie!- warknęłam na nich- te wasze głupie sprzeczki! Pieprzeni X-Mengersi! Debile jedne! Opanować się trzeba a nie!- moja ręka zrobiła się teraz takiego samego koloru co włosy Fran przed sekundą- nie dotykaj mnie!- krzyknęłam teraz do Fran, która chciała jakoś zareagować- Osz cholera jak boli … !!-
-Saturn?- w jadalni pojawiła się Lana- Kapitan cię szu …- zaniemówiła na widok mojej zakrwawionej ręki- ka … Jezu co ci się stało?!- szybko do mnie podbiegła.
-Mieszkam z nieudacznikami! Zabierzcie mnie do Bannera!- krzyknęłam- ale nie dotykać mnie!- jak ja jutro będę miała głos to będzie cud. Po chwili, która dla mnie była prawie jak wieczność, doczłapałam się do Sali gdzie przesiadywał doktorek razem z Kapitankiem i dwoma tłumokami.
-Uwaga! Przejście dla postrzelonej!- wielkie wejście Tonyego i wielkie przerażenie w oczach tam przesiadujących.
-O nie … już zdarzyłeś coś zmalować?- westchnął Kapitan, patrząc na całą akcje.
-Połóżcie ją tutaj!- krzyknął Bruce, robiąc mi miejsce na łóżku lekarskim.
-Siostra!- krzyknęła do mnie Velvet biegnąc w moją strone- co wyście jej zrobili! –
-To było niechcący!- odparła spanikowana Fran- celowałam w Starka!- w tej chwili Kapitan się załamał.
-Dobra, spokojnie. Wyciągne jej te naboje- odparł Banner odkażając narzędzia.
-Na … boje?- jęknęłam zwijając się z bólu.
-Z tego co widze to postrzeliła cię tym mini uzi, którego ma w bucie więc masz więcej niż jeden nabój- odparł po czym delikatnie zaczął opatrywać mi ręke. Do Velvet szybko dołączył Logan. A no tak, przecież on też tu był. Jak mogłam zapomnieć …- zajmijcie ją czymś jak będę jej te naboje wyciągać.
-Saturnina …- zaczął Kapitan, siadając na biurku koło mojego łóżka- czy widziałaś może Velvet kiedy wychodziła z Sali tej tu obok?- patrz jak wykorzystał.
-A … a co zmalowała?- spytałam, patrząc załzawionymi oczami na nią. Velvet popatrzyła na niego z oczami  w stylu „nie mów jej”. I on załapał i ja.
-Chce po prostu wiedzieć-
-Nie- odparłam prosto z mostu gdy poczułam taki ból w ręce że aż ryknęłam jak lampart. Logan chciał bliżej do mnie podejść ale Kapitan go zatrzymał.
-Jesteś pewna?- spytał ponownie gdy zaczełam oddychac głęboko.
-Jezu czy to nie może poczekać?- jęknęła Fran, widząc jak cierpie. Dziękuje ci!
-Jestem … pewna …- wysapałam lecz znów krzyknęłam- Banner co ty tam robisz!-
-Dezynfekuje rane- wzruszył ramionami.
-Jak to ma tak wyglądać to mi tą ręke utnij!- krzyknęłam gdy Boom przyglądał się tej całej akcji przez palce.
-Saturnina … powiedz prawde …- szepnęła Velvet gdy spojrzałam na nią a potem na monitor. Próbowałam coś na nim dostrzec lecz przez łzy obraz był zamazany. Nie miałam siły i ochoty kontynuować tej farsy tak szczerze …
-No dobra dobra widziałam ją! Gadałyśmy nawet troche! Banner zlituj się! Walnij mnie w łeb czy cokolwiek żebym straciła przytomność nooo!- na te słowa czarna odetchnęła z ulgą a Bruce wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Kapitanem.
-Spokojnie, mogę ci wstrzyknąć znieczulenie- odparł z uśmiechem.
-Możesz wstrzykać, wole igłe niż ten ból- jęknęłam po czym po chwili znów popatrzyłam na niego- czemu mi jej wcześniej nie dałeś?-

-Wiedziałem że kłamiesz więc chciałem to z ciebie wyciągnąć tak jak te naboje- odparł po czym zaczął umieszczać w strzykawce znieczulenie- i nie radze ci się teraz rzucać bo wtedy ci ich nie wyciągne-  westchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za ręke. Otworzyłam powoli oczy po czym ujrzałam że moją ręke trzyma Logan.  Blado się do niego uśmiechnęłam a on chyba odmienił mi tym samym. Albo coś go postrzykneło w twarz.  Nie poczułam nawet igły i potem tego jak mi wyciągano kule. Nic. Wpatrywanie się w oczy Logana ukoiło mój ból. 

niedziela, 5 marca 2017

ROZDZIAŁ 48

~~ Siemka siemka! Za chwile wiosnaaa! <3 A ja już hepi bo po sesjii!
~~ Byłam w piątek na Logan: Wolverine. Matko bosko. Piękny film ale zakończenie ... smuteg :C
~~ Może teraz częściej bede coś wstawiać, kto wie :P  Jedziemy!

Następny dzień był dniem bardzo … ruchliwym. Ksenia była gotowa do wyjazdu i cały czas chowała się po kątach by do końca nie spotkać się z Thorem, Kapitan ogarniał odrzutowiec, który przetransportowałby Rudą tam gdzie trzeba i w dodatku …
-Jak mnie słyszycie?- … zajmował się włamywaczami.
-Jak przez głośnik!- zażartował Digger, będąc w wielkim, ciemnym pomieszczeniu i słysząc Kapitana przez głośnik.
-Jesteście pod stałą kontrolą. Słyszymy co mówicie, widzimy co robicie więc uważajcie. Powodzenia- odparł Rogers gdy Boomerang kiwnął głową.
-Jestem ciekaw co takiego wykombinują- odparł Banner, który siedział na krześle i z uśmiechem przyglądał się akcji. Był jakiś taki … wyluzowany. Co ta Wdowa robi z ludźmi!
-Może tym razem uda nam się wydobyć jakiekolwiek informacje- westchnął głęboko po czym spojrzał na drzwi wejściowe.
-Idź Kapitanie, popilnuje ich- zapewnił go Bruce gdy Steve poklepał swojego adiutanta po plecach po czym wyszedł. Czekały go sprawy o wiele trudniejsze …
-To jak, spakowana?- spytał, gdy wszedł do pokoju Rudej. Ta tylko pokiwała głową- to chodź- zapowiadał się trudny dzień. Ksenia przez całą droge do odrzutowca rozglądała się dookoła bojąc się że z któregoś kąta wyskoczy jej Thor z tymi swoimi piorunami i będzie musiała się tłumaczyć. To było troche przykre że Ksenia musiała nas opuścić. Oczywiście nie zabrakło mnie na pożegnaniu.
-Widze że ktoś tu był niegrzeczny- ej! Dlaczego wróciliśmy do tych debili?!-tak troche bardzo niegrzeczny- przed pojmanym stanął Kapitan Boomerang, czyszcząc palcem jedną ze swoich broni.
-Czego wy ode mnie chcecie psychole!- krzyknął do niego pojmany gdy Digger wcale się nie zraził tymi słowami. Uśmiechnął się do niego cwano po czym pochylił się nad nim.
-Psycholi to ty chyba jeszcze nie widziałeś. Dupku- prawie to przeliterował gdy związany mężczyzna oddalił się od jego twarzy z wielkim namalowanym na twarzy grymasem.
-O … o co wam chodzi! Mówiłem że jestem wielkim fanem Kapitana i chciałem wziąć na pamiątke kilka zdjęć!-
-Kilka zdjęć, tak?- uśmiechnął się- Ksenia to też Ameryka? Saturnina to też Ameryka? Lady Dragon też?- zaśmiał się gdy jednak włamywacz nie dawał za wygraną.
-Nie znam tych osób! Niczego mi nie udowodnicie!-
-Pff- prychnął z cwanym uśmiechem po czym oddalił się od niego- przekonamy się- po czym powoli zniknął w mroku. Przez chwile siedział sam, rozglądając się z przerażeniem dookoła, jednak nie trwało to długo: w oddali zobaczył jakąś postać, która powolnym krokiem zaczeła się do niego przybliżać.
- Kto tym razem idzie?- mrużył oczy by zobaczyć lepiej postać.
-Twoja zguba- z cienia wynurzyła się czarna z wielkim bananem na twarzy. Pojmany skrzywił się na jej widok- rozumiem że spodziewałeś się kogoś mniej … hm … psychopatycznego?-
-Nic ci nie powiem- mruknął pod nosem gdy Velvet usiadła na nim w rozkroku, opierając się łokciami o jego ramiona.
-Nic mi nie powiesz? O ja biedna, co ja zrobie!- zaczeła się śmiać w niebogłosy po czym chwyciła za pasmo jego blond włosów- może … popodpinam cię do różnych maszyn, pobawie się troche, porobie ci krzywdy …- mówiła do niego wolno, z głosem tak spokojnym jakby po prostu mówiła mu co jest dzisiaj w menu. W sumie mówiła. Takie „menu wpierdolu”- jeśli to nie wystarczy to najwyżej odeślemy cię do pokoju i pójdziesz spać- popatrzyła na swoje paznokcie, gdy sprawca z zaciekawieniem wpatrywał się w jej ruchy- oczywiście jeśli zdołasz usnąć, bo za każdym razem będziemy cię budzić światłem z reflektora, kopnięciem lub, co gorsza, alarmem- wyszczerzyła się niemiłosiernie gdy gościu sprawiał wrażenie przerażonego- kojarzysz te metody no nie?- powoli wstała i zaczeła chodzić dookoła krzesła, kręcąc się wokół własnej osi- i wiesz raczej że to nie jest nic przyjemnego- zaczeła się demonicznie śmiać.
-Skąd ty …-
-Skąd je znam, hę?- przybliżyła się nagle do niego tak że aż się przestraszył tego nagłego ruchu- pomyśl chwile …- przejechała mu palcem po nosie- komu w ten sposób zadajecie ból …- na te słowa wytrzeszczył oczy- widze że chyba sobie przypominasz-
- … byłaś w Arkham?-  szepnął lecz nie usłyszał odpowiedzi. Velvet wyprostowała się, poprawiła włosy po czym dodała.
-Masz godzine na przemyślenia. Po tym zaczniemy zabawe- cmoknęła w jego strone po czym wyszła. Wariatka. I że też musiałam ją spotkać jak wracałam do pokoju …- siostrzyczka!- krzyknęła w moją strone gdy wychodziła z pomieszczenia tortur.
-Velvet- mruknęłam pod nosem gdy pewnym krokiem podeszła do mnie.
-Skąd wracasz?-
-Byłam się pożegnać z Ksenią. Za chwile wylatuje- westchnęłam głęboko.
-Nie zostałaś do wylotu?-
-Nie lubie pożegnań- machnęłam ręką gdy  zauważyłam że chciała się do mnie przytulić. Od razu się odsunęłam.
-Ej no co ty!-
-Nie dotykaj mnie- warknęłam- to że pozwoliłam ci tu zostać to nie znaczy że znowu jest wszystko cacy-
-Saturnina no weż …- jęknęła.
-Co no weź?- doprowadza mnie do szału- zabiłaś ludzi! Niewinnych ludzi! I po co? Dla zabawy?-
-Nie oceniaj jeśli nie wiesz o co chodzi- odparła mi gdy prychnęłam.
- No to mi powiedz- wzruszyłam ramionami gdy zlustrowała mnie wzrokiem.
-Z zemsty-
-Jasne- założyłam ręke na ręke gdy czarna mnie zmałpowała- odczep się- oburzyłam się gdy ta rozbawiona pokiwała głową.
-Rozumiem że będziesz chodzić taka sfochana dopóki tu będę?- spytała gdy wzruszyłam ramionami- rozmawiałam z resztą i podobno niezły był z ciebie śmieszek. Nie może być tak dalej?-
-Nie dopóki tu jesteś- ładnie jej wytłumaczyłam po czym udałam się do pokoju. Velvet głęboko westchnęła po czym udała się do Sali głównej a w niej …
-Już tak śnieży kilka ładnych minut. Może zobacze co się tam dzieje?- spytał Digger gdy Banner krzątał się przy monitorach i próbował je naprawić. Nie wiadomo dlaczego na wszystkich śnieżyło, przez co nie widzieli co działo się u Velvet i pojmanego.
-Poczekaj- odparł mu przyglądając się kablom- kurde, co się dzieje …- gdy tak grzebał i grzebał do pomieszczenia weszła czarna.
-A ty już z powrotem?- spytał ją Harkness- wyśpiewał ci wszystko?- popatrzył na nią zdziwiony gdy pokiwała głową.
-Zostawiłam go na godzinke żeby się dobrze zastanowił nad sobą- uśmiechnęła się po czym usiadła na biurku- potem go pomęcze- puściła mu oczko po czym spojrzała na Bannera- co tam Bruce?-
-Kurde coś nam zakłóciło sygnał i …- w tej samej chwili obraz powrócił lecz chyba nie spodziewali się takiego widoku. Na środku Sali leżał na podłodze pojmany. Martwy.
-Co do …- jęknął Digger po czym razem z Brucem popatrzyli na skołowaną Velvet.
-Chyba nie myślicie że …- szepnęła gdy jej uśmiech zniknął w ekspresowym tempie- chyba nie myślicie że to ja!- aż zeszła z biurka i patrzyła to na zielonego to na swojego „ukochanego”.
-Trzeba zawiadomić Kapitana …- podrapał się po głowe Bruce wpatrując się w ekran. W tym samym czasie …
-Powodzenia młoda- Kapitan przytulił do siebie Ksenie gdy po kryjomu wycierała sobie łezke- będę sprawdzać czy wszystko u ciebie w porządku-
-Dziękuje Kapitanie- uśmiechnęła się blado. Bucky, który stał przy niej, chwycił jej torbe z zamiarem zaniesienia jej do odrzutowca, który był za nimi zaparkowany. Przy wejściu do niego stali Logan i Fran, którzy pilnowali by Ruda trafiła bezpiecznie na pokład.
-Ksenia!- dało się słyszeć za ich plecami.  Kardona zamarła gdy w oddali zauważyła Thora- gdzie się wybierasz?-
-Thor nie chcieliśmy ci mówić …- zaczął Kapitan gdy Bóg Wszechświata machnął ręką.
-Od początku wszystko wiedziałem- a to ci niespodzianka- Rozumiem że nie chciałaś się ze mną pożegnać?- stanął przed nią gdy ta nabrała powietrza w płuca i odparła.
-Chciałam ci oszczędzić próby zatrzymania mnie. Ale skoro tu jesteś to nie chce się rozstawać w gniewie- chyba sama się zdziwiła że to powiedziała. Thor pokiwał głową po czym zaczął się bawić swoim młotem.
-Rozumiem- tak?- pewnie nie było nam pisane …- zatrzymał się- powodzenia życze- tak szybko? Żadnych miłosnych scen, gadania że będzie tęsknić i w ogóle? Nawet Ksenia była w szoku.
-Dzięki- zaczeła błądzić wzrokiem- To może kiedyś do zobaczenia- przybliżyła się do niego i pocałowała w policzek po czym zaczeła wchodzić na odrzutowiec. Na szczęscie obeszło się bez histerii. Chociaż …
-To co Bucky, odkładasz jej torbe i wracamy do pilnowania włamywaczy?- Fran zwróciła się do bruneta, który wchodził do odrzutowca zaraz za Rudą- biedny Bruce został z nimi sam- zaśmiała się gdy Logan spojrzał na Kapitana.
-Poradzi sobie- szepnął do niego Steve.
-Mnie martwi raczej reakcja Migreny …- podszedł do niego Logan gdy Fran, usłyszawszy ich rozmowe, popatrzyła na nich dziwnie.
-Reakcja na co?- wtrąciła się po czym popatrzyła ukradkiem na Buckyego, który raczej nie miał zamiaru zejść z pokładu- Bucky …-
-Nie martw się … to tylko tymczasowe- uspokajał ją Zimowy Żołnierz gdy czerwona zaczeła sobie zdawać sprawe z tego co się dzieje.
-Nie … Bucky nie możesz …- szepnęła prawie że do siebie.
-Obiecuje że szybko się spotkamy!- zapewniał ją gdy odrzutowiec zaczął się wznosić w powietrze.
-Nie!- wrzasnęła, biegnąc w jego strone lecz w ostatniej chwili Logan ją złapał.
-Fran on wróci! Spokojnie!-  próbował ją uspokoić Steve.
-Dlaczego mi to zrobiłeś Kapitanie?!- krzyknęła.
-Ktoś musi pilnować Rudej! I musimy z powrotem przyjąć Tonyego. To było jedyne dobre wyjście- próbował jakoś do niej dotrzeć lecz ona nie chciała go słuchać i próbowała się za wszelką cene wyswobodzić z uścisku Logana. Odrzutowiec poleciał. Fran powoli przestała się szamotać. Gdy Howlett ją puścił, ta upadła na kolana i zaczeła płakać. Kapitan chciał ją jakoś pocieszyć lecz szybko wstała i udała się do siebie.
-Przejdzie jej- teraz to Logan próbował pocieszyć Rogersa.
-Człowiek próbuje jakoś wszystko poukładać, zebrać do kupy …- pokiwał głową- co ja mam zrobić Logan- popatrzył na niego gdy Howlett położył mu ręke na ramieniu.
-Kapitanie nie da się zadowolić wszystkich. Czasem właściwe decyzje są dobre dla jednych i bolesne dla drugich. Najważniejsze jest to żeby wszyscy byli bezpieczni. Ty zapewniłeś to i Ksenii i nam- ale czy na pewno Logan?
-Kapitanie! Pojmany został zastrzelony- przy nich zjawiła się zdyszana Lana.

- … jesteś pewien że nam też?- popatrzył na Howletta po czym szybko udał się do Sali głównej.